Member Login

Lost your password?

Registration is closed

Sorry, you are not allowed to register by yourself on this site!


Archive for Styczeń 15th, 2010

Kolejna część.

piątek, Styczeń 15th, 2010

To dla tych wszystkich wytrwałych.. :*

***

Londyn nigdy wcześniej nie wyglądał tak pięknie w nocy.Wszystko do okoła się świeciło,ludzie chodzili za ręce,wpatrzeni sobie w oczy.Tylko ja tam nie pasowałam.Moje zmarznięte dłonie i brak uśmiechu na twarzy wydawał się być taki obcy dla tego miasta..
Usiadłam na ławce, przy moście i wpatrywałam się w płynące barki po Tamizie.Co chwilę ktoś mnie mijał.Niektórzy się za mną oglądali,tak jakby momentami chcieli zapytać,dlaczego siedzę w nocy sama.
Ale mi to .. nie przeszkadzało.
Potrzebowałam takiej chwili odpoczynku, chwili przemyślenia i złapania oddechu.A wiedziałam,że w Londynie to mi się uda. Bo tutaj wszystko wydawało mi się być prostrze.Problemy nabierały małego znaczenia, a chęć wstania i dania sobie rady były o krok odemnie.
-Szkoda,że nie wzięłam gitary.. – pomyślałam i wyjęłam z plecaka komórkę.
Jak zawsze była wyłączona.Dopiero kiedy ją włączyłam zobaczyłam ile mam nieodebranych połączeń od Chrisa wystraszyłam się.Szybko wybrałam jego numer.
-Chris, przepraszam,ale zapomniałam,że po locie nie włączyłam komórki..- zaczęłam i usłyszałam ulgę w głosie Chrisa.
-Masz szczęście dziewczyno ,że dzwonisz bo już chciałem zwoływać cały patrol policyjny – zaśmiał się.
-Kochany jesteś.Będę trochę póżniej.. – powiedziałam i odłączyłam się.
Dostałam trzy smsy.Trzy smsy od.. Billa.
“Proszę,porozmawiajmy”
“Ligia,gdzie jesteś??”
“Przyjdź pod fontannę,będę czekał..”
Spojrzałam na zegarek, ostatni sms doszedł pół godziny temu..
-Napewno go tam już nie ma.. – powiedziałam sama do siebie,ale ruszyłam w stronę fontanny,dźwigając w ręce plecak.
Nerwowo poprawiałam kolczyki w uchu.Podchodząc do wylatującej w górę wody przypomniałam sobie,kiedy w czasie trasy koncertowej, razem z Tomem wpadliśmy do jednej z takich.Ale ta.. nie równała się pięknem z tamtą.Chociaż,że miała w sobie coś takiego..
-Ligia – usłyszałam za sobą i szybko się odwróciłam.
-Bill…- szepnęłam i usiadłam na brzegu fontanny.
-Wiem,że to co zobaczyłaś na London Eye nie było miłym widokiem,ale.. -zaczął
-Masz prawo do własnego życia, bezemnie.Ja to wiem Bill.Nie tłumacz mi się, bo nie masz z czego.
-Ale.. ja cię nadal ranię.Ligia, znam Cię, znam twoją mimikę twarz, gdybym dla ciebie nic nie znaczył,nie miałabyś takiej miny,nie płakałabyś.. – powiedział i dotknął koncików moich oczu.
-Płakałaś -dodał.
-Nie – skłamałam i odwróciłam głowę.
-Tak – usiadł koło mnie i wpatrywał się w mój profil.
Czułam,że nadchodzi ten moment..
-Tak,płakałam.Bo nadal jesteś dla mnie ważny, bo nadal nie potrafie o tobie zapomnieć, chociaż minęło tyle czasu, jesteś dla mnie pierwszą prawdziwą miłością.. ja w porównaniu do ciebie, nie potrafię zastąpić tak szybko kogoś drugą osobą.. poprostu nie potrafię nie wspominać tamtych chwil spędzonych z tobą, przecież wiesz doskonale ile to dla mnie znaczyło! Ale to już przeszłość, wiem,że muszę o tym zapomnieć, przepraszam.. – powiedziałam i wstałam
-Ligia.. -zaczął
-Nie Bill, ja tego nie chcę słuchać.Naprawdę, nie chcę słyszeć,że jest ci przykro,ale to już minęło.Teraz mogę ci życzyć jedynie powodzenia.Trzymaj się – ruszyłam w stronę ulicy.
Podbiegł do mnie i chwycił za rękę.
-Wierzysz w prawdziwą miłość? – spytał wpatrując się głęboko w moje oczy.
-O co ci chodzi.. – powiedziałam raczej nawet nie pytając.
-Że o prawdziwą miłość się walczy.Ligia,pokaż mi,że ci na mnie zależy.Walcz o mnie.
-Co..? -spytałam cicho,pierwszy raz patrząc na niego.
-To co słyszałaś.Pokaż mi to.
Powiedział i puścił moją rękę oddalając się w stronę autobusu.Odwrócił się tylko raz.