Member Login

Lost your password?

Registration is closed

Sorry, you are not allowed to register by yourself on this site!


Archive for Czerwiec, 2010

TH-OPO reaktywacja :)

wtorek, Czerwiec 29th, 2010

TH-OPO reaktywacja :)

No wiem, wiem zastrzegałam się wielu osobom, że juz nigdy nie otworzę tego bloga, że nie mam siły pisać, że to bez sensu. Jakby nawet bezsensu to co ? To moje i koniec.
Postanowiłam powrócić do pisania komedii Tokio Hotel ponieważ tutaj mam tak jakby większy zakres wymyślania, nie wiem jak to napisać, poprostu TH i koniec.
Na dobry początek mam mały wstęp tego co będzie więc nie czepiać się, że mało bo pisałam to dzisiaj leżąc w łóżku i słuchająć Myvcia :)
Postanowiłam, że będę dodawała notki regularnie żeby zapobiec pytań kiedy news? Otóż notki będą co dwa tygodnie w niedzielę bądź sobotę. Pasi ?

Wreszcie nadeszły ferie. Koniec z budą, tempymi nauczycielkami i skretynizowanym ludem. Ja jako normalna dziewczyna postanowiłam kożystać z tej wolności do upadłego. Pierwszy punkt bycia szczęścliwym polega na tym by się pożądnie wyspać co u mnie w domu graniczyło z cudem. Tak było i tym razem…
Miałam sen, piękny sen, a w tym śnie Reita już dotykał moich warg swoimi, już powoli nie miał na sobie ubrań aż tu nagle:
- Evka ty pasożycie wyjdź ze swojej ciemni i wynieś śmieci!
To była moja głupia siostrunia Dominika – ideolo pod każdym względem: kochająca, miła i co najważniejsze blondyna. Całkowicie coś innego niż ja – źle się ucze, mam złe towarzystwo (jak twierdzą starzy) i jestem brunetką, a co najważniejsze nie jestem fanką Britney Spears i Us5.
- Goń się! – stwierdziłam i zakryłam głowę wielką poduszką z podobizną Jo – wokalisty Killerpilze.
Kochałam ich (i nadal kocham) na zabuj – wszędzie ich plakaty, płyty, teksty piosenek wypisane na ścianach. No moim zdaniem było to lepsze niż pół nago blondasek ze sztucznie przyczdepionym uśmiechem i natarty oliwą żeby się świeciał.
- Evka to, że nie ma rodziców w domu nie oznacza, że będziesz robiła co zechcesz, ja cię przypilnuje!
Co ona sobie myślała, że jestem jakimś dzieckiem downa i nie potrafię racjonalnie myśleć? Wtedy to już pożądnie mnie wkurzyła – wypełznęłam tyłkiem spod kołdry i poszłam do stołowego by jej nagadać.
Oczywiście po drodze zaliczyłam dwie prawie śmiertelne gleby bo ta barbie Britney nie powiedziała, że myła podłogi. Od dawna planowała by mnie załatwić.
- Co ty sobie do cholery myślisz? – spytałam ją ocierając przy tym poobijane od wywrotek ramie.
- To, że jesteś nieodpowiedzialna i, że nie przeżyłabyś sama dwuch tygodni, a mianowicie umarłabyś z brudu. – sprostowała i wrócila do polerowania jakiegoś złotopodobnego dziadostwa.
Uwierzcie mi ręką aż mnie swędziała by przywalić róno blondynie, ale to, że nauczyłam się już nad tym panować to spokojnie wycofałam się pokazując jedynia mój skormny środkowy palec z czarnym paznokciem.
- Zaczekaj! – zatrzymała mnie Dominika -był tutaj ten brzydal w czaenych włosach i czegoś chciał tylko, że ty spałaś.
Zapewne mówiła o Billu, który mieszkał klatkę obok. Zawsze tak na niego mówiła bo pewnie spodziewała się, że wybuchnę, a ona pobiegnie z płaczem do starych.
- On ma imię sklerotyczko. – stwierdziłam spokojnie aż tu nagle Dominika przegięła drut.
Otuż wzięła mokrą gombkę i i przejechała nią po mojej bluzce, którą miałam na sobie, a generalnie po twarzy Miyaviego, który można powiedzieć był moim Bogiem.
W mgnieniu oka zapomniałam o wszystkich pogadankach u pedagogach na ten temat, wzięłam siostrunie za rączki i wypchnęłam na balkon po czym szczelnie go zamknęłam.
- Niech cię śnieg zasypie! – powiedziałam na zakończenie i ujżałam komórkę Dominiki, która leżała niewinnie na stole.
Oczywiście miała na koncie ponad 200 złoty bo po pierwsze dostawała większe doładowanie, w po drugie nigdzie nie dzwoniła, nie SMSowała totalnie nic. Odrazu dobrałam się do jej skrzybki odbiorczej i przeczytałam całą jej zawartość, a mianowicie jednego SMS’a od Mar… Nie wiem.
Będę jutro i zostanę do końca ferii.
Podbiegłam do balkonu i przystawiłam ekranik komórki do szyby po czym spytałam.
- Kto to?
-Nasza kuzynka. – wymamrotała trzepiąć szczęką z zimna.
No cuż trzebabyło ne chodzić po domu w samej bieliźnie. Patrzałam jeszcze przez chwilę na Dominikę z udawaną litością po czym wzięłam się do dzwonienia bo w końcu 200 zyla na mnie czekało.

Jakby się prosił żeby go tym kablem w łeb trzasnąć.

Już dość dawno zaóważyłam, że Bill ma bardzo przestronną szczękę.

Będziesz to myła, zobaczysz!

niedziela, Czerwiec 20th, 2010

- Będziesz to myła, zobaczysz!

- Będziesz to myła, zobaczysz! – zagroziła mi Maruko niczym babcia z niedzysanego odzysku.
Mało mnie to ruszyła bo musiałam panicznie siu siu. Rozejżałam się dookoła w nadzieji ujżenia jakiegoś przyzwoitego wychodka, lecz jedyna co widziałam to trawa, trawa i psie kupy. Czy ona nie mogła posadzić tam jakiegoś drzewka dla zasady ?!
- Liż to śmieciu! – darła się nadal plując przy tym na lewo i prawo.
- Co ma lizać, ciebie ? Nie dzięki nie ta oriętacja! – oznajmiłam z przytupem i Bogu dziękować nasza droga Maruś uciszyła się, oblewając przy tym miasteczko błogą ciszą.
Już myślałam, że tam będzie przynajmniej przez dwie minuty, lecz oczywiście się myliłam bo po niecałych trzydzistu sekundach poczułam, że coś wibruje mi w kieszeni, a to, że wibratorek spuściłam niechcący ściekami to pozostała komórka. Odrazu wiedziałam kto dzowni bo mam taki bajer, że każdy ma inny dzwonek, a teraz dzwoniła, którą często słychać na pogrzebach. To oznaczało tylko jedno: DZWONIŁA MAMUSIA! Nagle całe życie przebiegło mi przed oczami, pomyślałam, że matka mnie zabuje bo nie przyszłam od rana na obiad, a jest już koło 20:00. Wyciągłam powoli z komórkę z kieszeni, otworzyłam powoli klapkę i…
- Tak… Mamusiu ?
- Evka ty wywłoko gdzie się kurwa szlajasz od rana ?
- Ja… – próbowałam się wytłumaczyć, ale stara wchodziła mi beszczelnie w słowo.
A zawsze uczyła mnie, że mam nie przerywać innym.
- Nie tłumacz się, nic nie mów i nawet nie oddychaj! Do domu!!! – krzyknęła tak głośno, że uszłyszałam ją bez przyłożenia słuchawki do ucha.
Po tym szybko i bez słowa do mego domciu jak prosiła mamusia. Kanalia. Bogu dziękować, że daleko nie miałam bo tylko przejść przez ulicę.
Jak byłam już przy samych drzwiach słyszałam jeszcze jak Maruko drze się z okna:
- Ty niewdzięczna lamusko, zostawiasz mnie tu ?!
Dokładnie tak! – pomyślałam i weszłam powoli do mieszkania.

###

O tak! Ja poprostu wiedziałam, że będzie gorzej niż powinno. Otóż na powitanie me oczka ujżały mą cudowną cioteczkę Aldonke, Pasożyt, która to bardzo kochała pieprzyć jaka to ze mnie pannica duża wyrosła. Żenada. Oczywiście to dało się jeszcze znieść bo ciotka zawsze kasą sypnęła, nie byle jaką bo nowego, bogatego (szkarłatnego) męża sobie znalazła. Do dziś się zastanawiam co on i ona w nim widzi. Najgorsze stego wszystkiego była jednak moja kuzynka… Frania.
- Cześ… – zaczęłam, ale nie skończyłam bo ze schodów zbiegła Franka i wtrąciła mi się w słowo.
- O cześć sieroto, po twoim pokoju widać, że dokońca mózg ci się zlansował. – stwirdziła mrooOochnie.
Odezwała się, w jej pokoju od lat wiszą plakaty Bakstrit Bojs (;)).
Boże ona nic się nie zmieniła, dalej jest taka mała, chuda, decha z krótkimi włosami o kolorze rudej sraki. – pomyślałam się niechcący.
Odrazu wiedziałam, że ten dzień będzie zjebany więc bez słowa poszłam do salonu i siadłam tyłkiem w wygodnym, głębokim fotelu z zamiarem relaxu. Przemyślałam sobie wszystko dokładnie jak wytrzymam w tym domu z tą chipokrytką i już przysypiałam gdy nagle doastałam dwa SMS’y pod żąd.
Pierwszy od Dominiki.
Chłopak mnie rzucił!
Boże ciesz się, że on w ogóle cię chciał – pomyślałam z goryczą i współczuciem dla jej głupoty po czym przeczytałam kolejny.
Ty wieśniaro, jak zaraz tu nie przyjdziesz to skaczę i wszystko będzie na ciebie!

Część IV

czwartek, Czerwiec 3rd, 2010

Maruko patrzała na mnie z tego kibla jak na małą sierotę, która nie wie co robiła z Myvkiem w środku nocy, a do tego w całkiem pustym domu. Pewnie, że wiedziałam! Ubierali choinkę bo w końcu święta za sześć miesięcy.
- No to jak idziesz po te klucze czy mam skakać z okna ? – spytała pośpiesznie waląć pięścią o parapet.
Boże jak słyszałam te jej liczne ultimata, które dawała mi co dzień to miałam ocotę powiesić się na gumce od majtek w kiblu publicznym.
- Skacz, skacz, skacz… – zaczęłam bisować.
- Nie bo jeszcze splaszzce cobie twarz i będę wyglądała jak mops, a wtedy Miyavi nie… No i będę wyglądała brzydko! – zaczarowała mnie i spojżała na dom Miyaviego, który stał na przeciw jej, a obok mojego. Jaki debil go tak wybudował ?
Maruko zawsze tarktowała mnie jak małą dziewczynkę, która nie wiedziała do czego są faceci. Jasne, że wiedziałam! Do wkręcania żarówek!
- Nic ci to nie zaszkodzi, ty od zawsze masz śmiesznie płaską morde, jak smerf po bliskim spotkaniu z Gargamelem. – powiedziałam sarkastycznie patrząc się zdołu na wystającą, idealnie pomalowaną jak zwykle twarz Maruko – Za dużo bieresz do ust. – dodałam cichutko z nadzieją, że nic nie usłyszy.
Nagle poszułam coś lepkiego na mym ramieniu, spływało powoli i śmierdziało pomidorową, pomyślałam z początku, że to zaś ptak na mnie nasrał. Po chwili jednak spojżałam na ów coś i zobaczyłam, że to ślina! Śmierdząca ślina Maruko.
Spojżałam w górę i zobaczyłam uradowaną mordę jakiegoś psa… To znaczy Marusi.
- Ej, w mordę dawno nie dostałaś ? – spytałam wycierając się o jedwabną budę Szczypiora.
- Słyszałam to! Wcale nie biorę tak często, raczej sporadycznie co dwa dni. – stwierdziła z podnieceniem w głosie i znów jak na złość spojżała na niebieską chałpę Miyaviego.
- No idź już! – ponagliła, ale mnie już tam nie było.
Szłam ulicą rozglądając się na lewo i prawo w poszukiwaniu Miyaviego. Oczywiście nigdzie go nie było! Zawsze gdy był mi potrzebny wcinało go cholera wie gdzie. Po chwili zobaczyłam jakiegś menela koło jego bramy. Był ubrany w jakieś łachy i jebało od niegi kocim gównem. Takie Miyavi bez makijażu. Podeszłam do niego zatykając dyskretnie nos po czym spytałam półżywego faceta.
-Nie wiem pan gdzie jest Miyavi?
Koles nic mi nie odpowiedział, za to spojżał na mnie jak na kretynkę czystą. No w końcu czego ja mogłam się spodziewać.
- Wie pan taki skośnooki w niebieskich włosach. – mówiłam jak do ściany i machałam przy tym łapami jak szympans.
Facet z wrażenia wsadził palec do nosa po czym powiedział jak czysty debil.
- Bananek!
Załamana jego głupotą poszłam powoli do Kingi z nadzieją, że będzie miała ochotę mi pomóc. Iść daleko nie musiałam bo spotkałam ją siedzącą na ławce. Siedziała i wpierdalała jakieś czipsy.
- Wiesz gdzie jest Miyavi ? – spytała, śmiało wtykając jej rękę do paczki.
-A po co ci to wiedzieć ? – zdziwiła się i schowała czipsy do torby bym nie zjadła jej więcej.
- Moje sprawy… – stwierdziłam oblizując przy tym zęby i specjalnie zrobiłam minę a’la mój boy.
Spedjalnie oczywiście bo przecież każdy wie, że Kinga kochała się w Miyavim na zabój.
- Jest w domu, widziałam jak tam wchodzi. – przełamała się i powiedziała.
Jaka ja byłam tępa, mogłam się odrazu domyśleć, że będzie siedział w domu i leżał tyłkiem w wygodniutkim fotelu.